W świetle jupiterów i przy odczuwalnej temperaturze minus kilkunastu stopni Celsjusza, piłkarze Polonii rozegrali mecz kontrolny z Sarmacją Będzin. Spotkanie zakończyło się remisem 1:1 i gdyby nie „przestrzelony” rzut karny przez Wójcika, to czwarty sparing w tym roku mógłby się zakończyć zwycięstwem. Ale w takich meczach nie o zwycięstwa chodzi, choć te zawsze cieszą.
Środowy sparing trener Krystian Odrobiński rozpoczął w eksperymentalnym zestawieniu linii defensywnych: z testowanym bramkarzem oraz Bartoszem Wójcikiem i Kamilem Strzodą jako środkowymi obrońcami. To zestawienie okazało się trafne, gdyż Polonia w pierwszej połowie zagrała na „zero z tyłu” z najbardziej bramkostrzelnym zespołem grupy pierwszej czwartej ligi. Ale po kolei. W siódmej minucie po podaniu Mateusza Mazurka, w sytuacji „sam na sam” z bramkarzem znalazł się Sebastian Gielza, ale bramkarz wyszedł z opresji obronną ręką. Potem na przemian akcje toczyły się na jednej lub drugiej połowie. Łaziszczanie nieco częściej zagrażali bramce Sarmacji, ale ich akcjom brakowało precyzji. Trudno się jednak temu dziwić, bo w takich warunkach trudno o finezję. Jednego, czego nie brakowało, to boiskowej walki.